Polecany post

Romek Pawlak ,,Dziewczyna z lustra"

Tytuł: ,,Dziewczyna z lustra" Autor: Romek Pawlak Wydawnictwo: Akapit Press Liczba stron: 184 Data wydania: 02.06.2017 r Nad...

środa, 5 września 2018

,,To, co ważne" Weronika Żymełka

Tytuł: ,,To, co ważne”
Autor: Weronika Żymełka
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 260
Data premiery: 21.08.2018 r.




,,Wierzę, że nic nie dzieje się przez przypadek, wiesz? We wszystkim zawarty jest tajemny zamysł, którego nie pojmujemy. (...) Wszystko stanowi część czegoś, czego nie możemy pojąć, ale co nami włada."

                                                         ~ Carlos Luiz Zafón ,,Cień wiatru"

Niestety dzisiaj nie mowa o Zafonie, a jedynie o przypadku. Dzisiejsza recenzja jest o książce Weroniki Żymełki, którą poznałam przez przypadek, stąd cytat tego wspaniałego autora.

Weronika Żymełka ukończyła studia magisterskie na filologii germańskiej oraz podyplomowe na filologii polskiej. Ma uprawnienia do nauczenia edukacji plastycznej w zakresie sztuk plastycznych. Dzięki wykształceniu kierunkowemu może spełniać się w wymarzonej pracy w szkole. W wolnym czasie gra na organach. Ma kotkę o imieniu Nutka. Książka ,,To, co ważne" jest jej debiutem literackim.

Ta książka opowiada o trzydziestoletniej Karolinie, w której życiu nie brakuje trudnych momentów. Przez cały czas, mimo upływu lat przypominają jej się drastyczne chwile z przeszłości. Nadal rany w jej sercu bolą tak samo.

Jej codzienność nie jest także kolorowa, praca w szkole mimo wielu dobrych stron ma także te złe, a mianowicie niskie zarobki, uczniów robiących sobie wiele żartów z nauczycieli, wiele godzin w domu poświęcanych na sprawdzanie sprawdzianów i kartkówek. Dodatkowo choroba babci przysparza jej kolejnych zmartwień.

Jej życie ma także dobre strony. Babcia Marysia od wielu lat jest jej opoką, wzorem i osobą, która zawsze będzie dla niej wiele znaczyła. Zwariowana przyjaciółka Marta wnosi do życia Karoliny wiele radości, niespodziewanych chwil, jak i wsparcie. Jednak najważniejsza dla trzydziestolatki jest jej czteroletnia córeczka, największa miłość. Pewnego dnia małej grozi niebezpieczeństwo, chwila grozy zmieni wszystko.


Na samym początku, przez jakieś dziesięć stron miałam wrażenie, że autorka pisze o sobie. Skąd takie skutki? Pani Weronika, jak i jej bohaterka mają wiele wspólnego m.in. obie są nauczycielkami, mają związek z językiem niemieckim, a także są posiadaczkami kotek. Jednak później to wrażenie znikło.

Karolina była ciekawą postacią, dość nietypową, nawet jeżeli była nauczycielką to także osobą godną przykładu, która przeszła przez wiele chwil cierpienia, ale mimo wszystko nie daje się pokonać przez smutek, walczy dalej o lepszą przyszłość dla siebie i swojej córeczki.

Mała Emilka to przykład idealnego dziecko, roześmianego, cieszącego się chwilą. Mimo iż ma jedynie cztery latka, wykazała się niezwykłą odwagą i przysłużyła babci w chwili trwogi. Ponadto jest dziewczynką, która wprowadziła jednego z bohaterów na właściwą ścieżkę.

Babcia? To osoba do naśladowania, mimo tego, co przeszła, i tego, co obecnie dzieje się w jej życiu nie daje niczego po sobie poznać, ukazuje swoją siłę. Często doradza Karolinie w wielu sprawach, jednak nie wtrąca się nachalnie w jej życie. Opiekuje się także Emilką, kiedy jej wnuczka jest w pracy.

Natomiast Marta jest najbardziej wybuchową postacią w tej książce. Jest słońcem, które rozświetla życie babci Marysi, Emilki i Karoliny. Może czasami nieco irytuje główną bohaterkę, ale także jest osobą, bez której nie mogłaby żyć. A nam dostarcza wiele chwil śmiechu, zwrotów akcji.


Ta książka była w pewnych momentach śmieszna, wiele rzeczy, nawet związanych ze szkołą mnie bawiło, także Marta no i niesamowita Emilka.
Nie obyło się jednak bez chwil smutku, współczucia, których było sporo i to one nadały tej książce inny charakter. Uświadamia to nam, jakie jest życie, często to, co jest niewidoczne i blisko jest dla nas ważne.

Jestem zadowolona, że przeczytałam tę książkę. Dostarczyła mi wielu tematów do przemyśleń, zabrała do innego świata, ale także rozśmieszyła.




,,Życie jest jednak piękne... - wyszeptała.
Jest piękne.
Bo to, co ważne jest tuż obok nas..."


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:



poniedziałek, 3 września 2018

,,Once" Rozdział VIII

Rozdział VIII
Grudzień 2017
                ,,Iść z nim czy nie iść?”, zastanawiała się Katarzyna. Powinna łapać chwile, lecz nie czuła już tego, że żyje. Wydawało jej się jakby wcale nie istniała, a ciało poruszało się bez duszy. Wyglądało na to, że była jedynie marionetką, gotową na rozkazy innych, ale nigdy samej siebie.
                ,,Biorąc pod uwagę mój kompletny brak rozumowania, powinnam za nim pójść – myślała. – Za nim, a nie z nim? Moje myśli już same zboczyły na niepokojące tory”.
                Wydawała się taka niewinna, młoda i gotowa na przyszłość, jednak już nie była zdolna do racjonalnego myślenia. Wprost przeciwnie, pozwalała sobą kierować, a przynajmniej taki wniosek można było wyciągnąć z jej zachowania. Powinna więc pójść za Kubą i zrobić to, co on chce. Jednak jakiś wewnętrzny zapał wciąż ją jeszcze powstrzymywał, a sprawa była przegrana, dziewczyna nie miała siły już walczyć.
                Patrząc na swojego towarzysza, nie widziała już w nim chłopaka, który wsiadł do pociągu. Teraz sprawiał wrażenie osoby dominującej, a także bezwzględnej. Katarzyna zastanawiała się, czy aż tak się zmienił od chwili pierwszych wypowiedzianych słów, wymienionych spojrzeń. Jej mózg analizował, czy aby na pewno da się kogokolwiek poznać w tak krótkim czasie, podczas jednej podróży pociągiem. Bardziej to wyglądało na rozgryzienie prawdziwej tożsamości chłopaka, ale to nie był koniec, miał on jeszcze miał sporo za uszami, wiele rzeczy, które zdąży pokazać. Była w sytuacji bez wyjścia, nie mogła tak po prostu powiedzieć, że mu nie ufa. To nie koncert życzeń, lecz życie. Postawiła jeden krok, musi dostawić też drugi. Za swoje czyny trzeba brać odpowiedzialność. Takie myślenie wydawało jej się dziwne, jednak ją już to nie obchodziło.
                – Idę – odpowiedziała.
                – Na pewno?
                – Tak.
                – Genialnie – odpowiedział i uniósł kąciki ust do góry.
                – Wychodzimy na następnej stacji?
                – Zależy, gdzie idziemy.
                – A gdzie idziemy? – zapytała, przy czym wyraz jej twarz stał się niezbyt wyraźny.
                – Skoro sama nie zdecydowałaś, to zrobię ci małą niespodziankę – rzekł i chytrze się uśmiechał. – Do miejsca, do którego zmierzamy, dotrzemy z każdej stacji, więc spokojnie.
                Zaczynała się go bać, czuła, że coś jest nie tak. Powoli zastanawiała się, czy odezwanie się do tego chłopaka było złym pomysłem. Jakub nie był dobry.

                – Wychodzimy! – krzyknął.

,,Once" Rozdział VII

Rozdział VII
1 września 2016 r.
                Pierwszy dzień szkoły oznacza powrót do normalności, pożegnanie się ze znajomymi oraz beztroskimi wypadami. Wakacje się skończyły, należało zająć się ciężką pracą. Symboliczna, kalendarzowa data, rozpoczynająca wrzesień dla każdego ucznia jest początkiem kolejnego roku nauki, nową szansą otrzymaną od losu, możliwością poukładania wszystkiego od nowa. Karty zeszytu czekają na zapisanie tak jak dopiero rozpoczynająca się historia.
                Dla niektórych osób rozpoczęcie nowego roku szkolnego wiąże się ze sporym stresem, zaczynają one nowy szkolny etap w życiu ucznia, a są to ci, którzy przenoszą się do kompletnie obcego miejsca z zupełnie nieznanymi ludźmi.
                Katarzynie również przypadł zaszczyt zmiany miejsca nauki, miał to być nowy czas w jej życiu. Jedynie wczorajszy płacz mamy mógł zepsuć jej trzy szkolne lata, które wiele osób nazywa najlepszymi. Jedno było pewne, nie zwiastował on niczego dobrego. Widok płaczącej rodzicielki był sporym zaskoczeniem dla dziewczyny, która nigdy nie widziała jej w podobnym stanie. Matka z reguły była jej opoką. Do takiego roztrzęsienia psychicznego nie doprowadził nawet mąż, który notorycznie lądował pod monopolowym. Nigdy jej nie złamał. Zawsze była ostra, trzymała się swoich postanowień. Doprowadziła do rozwodu, a także wydania nakazu, który zabraniał zbliżać mu się do jej już małej rodziny. Niestety nigdy nie zdołałą odebrać pieniędzy przepuszczonych w monopolowym, na szczęście nie przywiązywała do nich wielkiej wagi, nie dawały jej szczęścia, które zapewniała ukochana córeczka. Katarzyna za wszelką cenę pragnęła dociec, co wstrząsnęło jej biedną matką, zwłaszcza że zmusiło ją to do płaczu. Chciała pomóc, mimo złych kontaktów z nią, nie zamierzała siedzieć bezczynnie, musiała dać sobie czas na działanie.
                Tego dnia miała iść do szkoły, co stanowiło dla niej przykry obowiązek, który wraz z początkiem września ponownie powrócił na swoje miejsce. O dziesiątej zaczynała się szkolna ceremonia rozpoczynająca nowy rok. Musiała tam być, kościół postanowiła zlekceważyć, nie był już dla niej taki ważny, sama nie wiedziała, czy wierzy jeszcze w Boga. Dlaczego miałby istnieć, skoro pozwolił jej tak cierpieć?
                Jeszcze nie miała okazji porozmawiać z mamą o zaistniałym wydarzeniu. Gdy wstała i zaczynała się szykować, głowy rodziny już nie było. Ostatnio dużo pracowała, Katarzyna zaczynała się martwić, mimo to cieszyła się z jej nieobecności tego ranka. Nie wiedziała, jak ma z nią o tym porozmawiać. Momentami zaczynała myśleć, że to jej wczorajsze wyjście doprowadziło matkę do tego stanu.
                Nie miała teraz czasu  na zamartwianie się  sprawami rodzinnymi, musiała zacząć się szykować, nie mogła pozwolić sobie na spóźnienie tego późnego ranka. Nie pierwszego dnia, do miejsca, którego się nie zna. W ubiorze postawiła na prostą elegancję, czyli czarną sukienkę z białym kołnierzykiem. Twierdziła, że nie ma co się wysilać,  to tylko ,,Kopernik” -szkoła bez większych wymagań i prestiżu. Nie chciała świetności ,,Staszica”, wolała jedynie dobrze spędzić trzy najlepsze lata życia. Zresztą żadna szkoła nie jest zła, każda ma w sobie coś przyciągającego. Jedna zachęca młodzież do siebie poprzez wielką ofertę profili, inna za sprawą wymagających nauczycieli, a kolejna kusi młodych częstotliwością dyskotek,  a jeszcze innych fascynuje wygląd budynku.
                Wstała jak zwykle późno, nigdy nie lubiła się śpieszyć, a jeszcze bardziej wcześnie się budzić. Za każdym razem starała się zdążyć na ustanowioną godzinę. Także tym razem, zmieściła się w czasie, w którym nawet udało jej się zrobić lekki makijaż; nie chciała nikogo straszyć na samym początku roku szkolnego. W trakcie wykonywanych czynności rozmyślała o Filipie, to zwykle dla niego się malowała, lecz dzisiaj miała pewność, że go nie zobaczy. Mimo wszystko starała się ładnie wyglądać, nie chciała sprawiać w klasie wrażenia sierotki Marysi, potrafiła o siebie zadbać. Za wszelką cenę nie mogła odciąć myśli od tego chłopaka, a także od wczorajszego wieczoru. Dwa wydarzenia z poprzedniego dnia zaprzątały jej głowę
                Zastanawiała się, czy kogoś spotka, pozna. Jej stosunek do przyjaźni po ostatnim wieczorze się nieco zmienił. Zaczynała zwracać uwagę na innych i ich uczucia. Przede wszystkim chciała się otworzyć na świat  i być milsza, a także bardziej wyrozumiała dla nich. Wakacje dały jej wiele do myślenia.
                Ostatnie oznaki rozpogodzenia z ranka powoli gasły. Wchodząc do ,,Kopernika” zupełnie nie wiedziała, gdzie ma się kierować. Przypadkowa osoba po jednym spojrzeniu stwierdziłaby, że Katarzyna jest zagubiona. Była w tej szkole tylko raz, przy składaniu podania o przyjęcie. Również nie miała się kogo zapytać o drogę, nie znała tu nikogo. Nie miała pojęcia, z kim będzie chodziła do klasy, listę znała, sprawdziła osoby na Facebooku, mimo to nie potrafiła ich rozpoznać. Zdjęcia większości osób różnią się od ich właścicieli, sama miała ustawione jedynie zdjęcie profilowe.
                W pewnym momencie podeszła do niej jakaś nieznajoma dziewczyna.
                – Hej – przywitała się, po czym dodała: – Kasia?
                – Tak – odpowiedziała nieco zdezorientowana dziewczyna, zastanawiała się, skąd ona ją zna. – Znamy się?
                – Nie, ale skojarzyłam cię z twoim zdjęciem na Facebooku, oczywiście sprawdziłam twoje imię i nazwisko, a  po przeczytaniu list, zobaczyłam profil. Gdy dzisiaj na ciebie wpadłam, już wiedziałam, że to ty.
                –Wyglądam tak, jak na zdjęciu? – Humor Katarzyny silił się na zapaść, powoli zaczynała zauważać złość u siebie. Specjalnie na Facebooku udostępniła jedynie zdjęcie profilowe, nie chciała być jak ci wszyscy inni ludzie, chwalący się swoim rzekomo pięknym życiem w sieci.
                – Nie do końca – uśmiechnęła się, po czym dodała: – Ciężko podstawić cię jedynie do jednego zdjęcia.
                – To jak mnie rozpoznałaś?
                – Intuicja mi podpowiedziała. – W tej chwili zrobiło jej się głupio, przypomniała sobie, że się nie przedstawiła. – A tak właściwie to Dominika jestem.
                – Piekarczyk? Miło mi cię poznać. – O dziwo tym razem Katarzyna nie kłamała, cieszyła się z tej nowo rozpoczętej znajomości, przynajmniej dzięki temu nie będzie musiała sama poruszać się po tej nieznanej szkole.
                – O widzisz, ty też mnie kojarzysz? W każdym razie nie wyglądasz na osobę lubiącą poznawać nowych ludzi. Nie kłamiesz?
                Dziewczyna idealnie potrafiła rozszyfrować Katarzynę, to było niesamowite, lecz tym razem nie kłamała, mówiła szczerą prawdę.
                – Nie, przyrzekam.
                – Dobrze, że nie obiecujesz.
                – Czemu? – spytała nieco wyrwana z rzeczywistości.
                – Och, to proste. Obietnice nigdy nie zostają spełnione – wszystko to powiedziała twardym głosem, lecz uważniejszy słuchacz wyczułby w jej tonie smutek.
                – Coś się stało? – spytała, bo wypadało, tak naprawdę nie chciała dostać odpowiedzi, nie pragnęła być psychologiem.
                – Nie, tak, nie. Nie chcę o tym rozmawiać.
                – Nie musimy o tym rozmawiać, ale mam nadzieję, że wiesz jak się poruszać po tej  szkole. Sama byłam tutaj jedynie raz, nie mam pojęcia, gdzie co się znajduje.
                – W tym mogę pomóc, kolega mnie ostatnio oprowadzał, znam ją trochę.        
                – Całe szczęście. – Teraz już mogła się uspokoić, zaczynała myśleć, że ten dzień nie skończy się tak strasznie, jak poprzedni.
                Oczywiście jedno przejście po szkole nie czyni nikogo znawcą, dlatego dziewczyny ledwo trafiły na miejsce metodą prób i błędów, ale to przede wszystkim dzięki uprzejmym wskazówkom mijanych osób na czas dotarły na ceremonię rozpoczynającą nowy rok szkolny. Wśród obecnych osób możemy zauważyć zniechęcenie zarówno uczniów, jak i nauczycieli. Młodzież, mimo troski i dbałości o swoją przyszłość, dostanie się na dobrą uczelnię, otrzymanie świetnie płatnej pracy nie chce powracać do nauki, która stanowi najgorszą zmorę ich życia. Nauczyciele także są nieco rozleniwieni po wakacjach, nie chce im się myśleć o ponownym spotkaniu z hałaśliwymi nastolatkami, a zwłaszcza próbie przekazania im choćby odrobiny wiedzy. Dla wielu osób te chwile nie są szczęśliwymi, lecz stanowią czas powrotu do przykrych obowiązków.
                Po dosyć przydługiej ceremonii odbywały się spotkania w klasach z wychowawcami. Opiekunka 1B sprawiała nieco szalone wrażenie, można było w niej wyczytać całkiem sporą cząstkę wyniosłości i rygoru, zapowiadał się ciężki rok. Przywitała ich szybko:
                – Dzień dobry, witajcie – nastąpił potok słów, mimo to mówiła dalej bez zadyszki – nazywam się Joanna Majewska. W zwracaniu się do mnie, jak i mówieniu o mnie obowiązuje jedynie forma ,,pani profesor”, jedynie z dodatkiem nazwiska, nic więcej ani krócej. Nie chcę słyszeć o żadnej sorce, ,,pani profesor” i już! Nie życzę sobie mówienia ,,Majewska”, po imieniu oraz innych głupich form. Zrozumiano?
                Uczniów ogarnęło przerażenie, nikt nie spodziewał się tak stanowczej nauczycielki, nie wyglądała groźnie, wprost przeciwnie bardzo miło: była niską szatynką o przyjemnej twarzy, kilka osób co roku bierze ją nawet za uczennicę, a to właśnie ona może ich życie zamienić w piekło. Oczywiście wszyscy pokiwali głowami, na znak zapoznania się i potwierdzenia z zapytaniem wychowawczyni.
                – Przejdźmy więc do spraw organizacyjnych. Plan macie wywieszony w głównym korytarzu, nie będę się tutaj produkowała, dyktując wam go, skoro sami możecie łatwo sprawdzić rozkład zajęć. Powiem wam jedynie, że jutro mam w planie godzinę wychowawczą, na którą macie przygotować referaty – wszystko mówiła niewiarygodnie szybko bez żadnej zadyszki.
                – Jak to? – jęknął jakiś uczeń, przerywając długą wypowiedź nauczycielki.
                – Proszę mi nie przeszkadzać! Przygotujecie dłuższą wypowiedź nazywaną referatem, która będzie zawierała informacje o was samych, o tym, kim jesteście, kim zamierzacie zostać, zainteresowaniach i wszystkim, co wiąże się z wami. Każdy prezentuje referat sam, oczywiście jutro na wychowawczej, prawdopodobnie to będzie wasza jedyna lekcja ze mną, która nie będzie matematyką.
                – Jakieś pytania?
                Klasa nie chcąc się narazić surowej matematyczce, a zarazem wychowawczyni jednoznacznie pokręciła głowami.
                Katarzyna postanowiła tego dnia szybko wrócić do domu, nie zostawiać i nie rozmawiać z nikim, taki był jej plan, chciała te ostatnie godziny wolności spędzić sama. W najbliższej przyszłości, przez dziesięć miesięcy, miała wracać później do domu i poświęcać swój wolny czas na naukę. Postanowiła wrócić na piechotę, nie miała wcale tak dużo do przejścia, może jedynie trzydzieści minut spacerkiem . Kiedy szła, rozmyślała nad wczorajszym wieczorem, zastanawiała się, co podkusiło Filipa do wzięcia alkoholu do ust. Nie znała go od tej strony. Czyżby go ktoś namówił? Może chciał zaimponować nowym znajomym? A może to jego dziwny brat, którego nigdy wcześniej nie widziała, tak na niego wpływa?
                Po powrocie do domu ponownie przeżyła niemałe zaskoczenie, nie było tak ja wczoraj, nie słyszała, ani nie widziała mamy. Mimo to zatrzymała się na chwilę w wejściu, aby pomyśleć, nie wystarczył jej trzydziestominutowy spacer. Stan rodzicielki łamał jej serce, nigdy nie miały dobrych stosunków, lecz nawet coś takiego nie mogło skończyć się płaczem. Nie umiała znaleźć rozwiązania. Wiedziała, że nic nie wskóra myśleniem, a jedynie traci cenny czas, który mogłaby poświęcić na rozmowę z matką lub  napisanie nudnego referatu dla wychowawczyni, której nie znała, ale już wiedziała, że nie odpuści ich klasie.

                Postanowiła skończyć z bezproduktywnym myśleniem i wejść do mieszkania. W jednym z malutkich pokoików pomalowanych na jasny, przyjemny kolor zobaczyła matkę siedzącą na kanapie, nie była to taka sama sytuacja jak wczoraj, po prostu siedziała, telewizor grał, a ona o dziwo nie płakała, tylko patrzyła się tępo w ścianę.