Polecany post

Remigiusz Mróz ,,Ekspozycja"

Tytuł: ,,Ekspozycja" Autor: Remigiusz Mróz Wydawnictwo: Filia Liczba stron: 480 Data wydania: 12.08.2015 r. Czasami ludzie są ki...

niedziela, 29 kwietnia 2018

,,Once" Rozdział V


  31 sierpień 2016 r.

            Beztroskie wakacje się kończyły, pozostał jedynie ostatni dzień. Chwile szczęścia i swawoli liczono w sekundach, aby wydawało się, że trwają dużo więcej. Jeszcze kilkanaście godzin i uczniowie szkół w Polsce będą musieli wstawać i szykować się na uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego. Jeszcze chwila zabawy i zacznie się nauka. Katarzyna pójdzie do szkoły; dla niej miała być to nowa rzeczywistość, zmiana znajomych, nauczycieli, otoczenia. Nowe życie, lepszy start, ostatnia prosta do wybrania uniwersytetu. To już jutro.

            Lecz trzydziestego pierwszego dnia sierpnia można było się jeszcze pobawić. Ostatnie minuty lata należą do doczesnych znajomych, zaś następny dzień i cały nowy rok szkolny do tych jeszcze niepoznanych. Nadarzyła się okazja. Impreza kończąca lato. Gdy Kasia dostała zaproszenie, nie zastanawiała się długo; uważało to za dobry pretekst do wymknięcia się z domu, zabawienia się po raz pierwszy w życiu.

            Na imprezie miało być ognisko, jedzenie i muzyka: organizator kupuje wszystko za składki. Zaproszona została cała dawna klasa oraz ich znajomi, a także znajomi znajomych. Chociaż balangi i melanże nie były w guście dziewczyny, to na tej imprezie chciała być. Każdy o niej mówił. Idąc do spożywczaka, słyszała ludzi szepczących o niej, również w sklepach z odzieżą nie było o niej cicho. Impreza roku, a na pewno wakacji. Mega zabawa, tłum ludzi, dobra muzyka, obłędne jedzenie, może poza ogniskiem, a także alkohol. To ostatnie jednak jej nie zachęcało. Nie pila. Nigdy. Jednak bała się oceniania z powodu swojej abstynencji. W głębi duszy chciała spróbować, bała się jednak, że odleci przy kimś, a nie chciała powtarzać błędów ojca.

           Przeszukując szafę i przewracając milion obecnych w niej ubrań, Kasia myślała o imprezie: o tym, jak będzie, jak się zachowa, rozważała każdą możliwość. Doskonale wiedziała, że było to głupie; marnowała czas, a przecież musiała się wyszykować. Dobranie ubrania stanowiła dla niej problem; wiedziała, że na imprezie pojawi się mnóstwo przystojnych chłopaków, ale też trzy razy tyle dziewczyn wymalowanych i odstrojonych specjalnie dla nich. Wszystko skończy się tym, że całe towarzystwo będzie pijane, a ona potulnie popodpiera sobie ścianę, której nie będzie, chyba że jest tam jakaś altanka. Myśląc o ubiorze swoich rówieśniczek, wyciągnęła z szafy czarne dżinsy, idealny ciuch na każdą okazję. ,,Będą idealne, nie dam im się!", pomyślała. Dopiero teraz zaczął pojawiać się problem pt. ,,Co zrobić z górą?". To właśnie ona stanowiła największe wyzwanie. Zwykle Kasia nie miała problemu z doborem ubrania, być może się tym nie przejmowała; po prostu starała się wtopić w tło, niczym się nie wyróżniać z tłumu. Tym razem chciała się wyszykować, bo to tego dnia zacznie się jej wstęp do nowej szkoły, pod warunkiem, że na imprezie pojawią się znajomi z liceum. Ten wieczór miał być jej wizytówką.

          Katarzynie nie pozostało już wiele czasu. Całe szczęście, że zdążyła się umalować, jednak nie była jeszcze kompletnie ubrana; pozostała nieszczęsna góra. Po raz kolejny otworzyła szafę. Nic konkretnego nie wpadło jej w oczy. Kilka bluzek, jakiś sweter. „Cóż, na pewno nie jest to szafa na miarę Jessiki Mercedes", pomyślała. Jednak się czegoś od blogerek modowych nauczyła. ''Najważniejszy jest dobór kolorów". Pomyślała nieco i zdecydowała, że najlepszym ubiorem będzie bluzka takiego samego koloru jak spodnie, czyli czarne. Jak postanowiła, tak zrobiła. Szybko założyła przygotowane ubrania, dobierając do nich bluzę, również w najciemniejszym kolorze, jaki istnieje.

            Dziewczyna postanowiła w końcu wyjść z domu. Wzięła klucze, założyła buty i na odchodnym krzyknęła:

             – Mamo! Wychodzę! Późno wrócę! – Po czym znikła na klatce schodowej, głośno trzaskając drzwiami. Równym tempem zbiegła po schodach, już dawno temu zmęczyła ją zabawa, jaką była jazda windą. Wyszła przed blok, gdzie czekały na nią dziewczyny; przywitały się, a następnie Ola zabrała głos:

           – Filip będzie już na nas czekał na miejscu.

            – Zmęczył się staniem – dogryzła Magda chłopakowi, który nie miał w tej chwili szansy się obronić.

             – Bardzo śmieszne – odparła nieco speszona Katarzyna.

             – Chodźcie, aż tak długie spóźnienia nie są fajne.

             Dokładnie wtedy podjechał autobus, a dziewczyny, nie tracąc chwili, wsiadły do niego, kasując karty, po czym udały się na sam jego tył. Czekała je dwudziestominutowa podróż. Z każdą mijającą minutą denerwowały się coraz bardziej przedłużającym się spóźnieniem. Już dawno powinny być na miejscu. Jednak ustaliły, że „modnie" będzie się nieco spóźnić. Na szczęście pojazd nie poruszał się z możliwie najmniejszą prędkością; parne powietrze autobusowe im dzisiaj nie dokuczało, nie było ani za gorąco, ani za zimno. Można było odetchnąć pełną piersią.

              Dziewczyny, w przeciwieństwie do Kasi, wystroiły się w sukienki i spódnice, a mocny makijaż był widoczny, ale przecież o to chodziło dzisiejszego wieczoru, aby się bawić i świetnie wyglądać. Jednak nie były pewne, czy uda im się zaczarować innych.

            Po spodziewanych dwudziestu minutach dojechały na przystanek. Pozostało im znalezienie miejsca, gdzie miała się odbyć impreza. Szukając, rozmawiały o nieistotnych sprawach, bzdetach. Dosyć szybko dotarły do celu. Wchodząc w przestrzeń, zostały mocno zaskoczone na widok ich najlepszego kolegi, który najwidoczniej nie był sobą. Filip upił się, bluźnił i chamsko próbował podrywać dziewczyny.

              Kasia i jej przyjaciółki były w szoku. Filip? On się upił? Wręcz niemożliwe, był przykładną, radosną osobą. Nigdy nie pił, chyba że okazjonalnie lampkę szampana. Nadal w to nie wierzyły, do czasu, kiedy do nich podszedł, wypowiadając słowa, które traciły odpowiednie brzmienie, a także niektóre samogłoski i spółgłoski.

              – Hej – przywitał się – czekałem na was.

               – Było tyle nie pić.

                – Kasieeeńko, nie chciałem, tak wyszło. Nic już nnie pporadzisz.

                – Zamilcz. – Dziewczyna musiała ochłonąć. Zaskoczył ją, nie chciała wyjść przy innych na złośnicę. Sprawił jej zawód, specjalnie się dla niego umalowała, a on był pijany.

               – Ej, nie chciałem, naprawdę.

               Próbowała się opanować, nie chciała ukazać złości, musiała pobyć sama, ochłonąć. Wściekła na chłopaka usiadła na huśtawce, to mogło ją odstresować. Oddając się melancholii, zastanawiała się, co ma zrobić w tej sytuacji. Lubiła tego chłopaka, był jej przyjacielem, a teraz sobie popił. Zawiódł ją, utracił zaufanie; przyznała, że miała o nim lepsze zdanie. Zganiła siebie w myślach. Nie był jej nic winien. Przerwała swoje rozważania, gdy podeszło do niej dwóch chłopaków.

             – Hej – przywitali się.

            – Hej.

           – Może trochę napoju? – zapytał jeden z nich i dodał: – Oczywiście tego nie dla dzieci. Chcesz?

             – Jasne.

            Podali jej, a ona odeszła. Nie chciała pić alkoholu, ale wiedziała, że jeżeli nie weźmie plastikowego kubeczka, nie dadzą jej spokoju, a jakieś dziecinne przezwisko przylgnie do niej na stałe. Wolała wziąć alkoholowy napój. Potem wstała. Po przejściu odpowiedniej odległości, z której dwóch chłopaków nie mogło już jej zobaczyć, wylała zawartość kubka, a sam plastik wyrzuciła do pobliskiego, prowizorycznego kosza składającego się jedynie z samej folii. Dzięki nim miała przynajmniej co robić, a chwilę później już jej się nudziło. Postanowiła wrócić do Filipa, wesprzeć go, a nie na niego wrzeszczeć.

            Gdy tylko ją zobaczył, zaczął:

            – Kasia, nie chciałem. Pozwól mi się wytłumaczyć.

              – Skoro już chcesz, to możesz spróbować.

            – Wiesz, ostatnio wszystko się zmieniło. Odrzuciłaś mnie, przez wakacje nie miałem z tobą ani dziewczynami kontaktu. Potrzebowałem towarzystwa, zagojenia bólu. Dzisiaj nieco przesadziłem. Jednak nie poddam się. Sprawię, że odzyskam twoje zaufanie. Udowodnię, że jestem ciebie wart, będę walczył. Poczekam, nawet dziesięć lat.

            – Filip, jesteś pijany, nie jesteś sobą. – Dziewczyna była przerażona usłyszanymi słowami, starała się to wyrzucić z pamięci, na próżno, pamiętała wszystko.

            – Kaśka...

              – Spokojnie, teraz pójdę po dziewczyny i odprowadzimy cię do domu. Nie możesz wracać sam w takim stanie.

              Jak powiedziała, tak zrobiła. Nie chciała wracać z nim sama, lecz mieć oparcie. Idealną osobą do takiej podróży była Ola. Oczywiście zapytała wszystkie dziewczyny, czy z nią pójdą, lecz odmówiły, bo w sumie dobrze się bawiły. Wróciła z nią do Filipa.

                – Siemka, Filipek – przywitała się dziewczyna.

                  – A gdzie reszta?

                – Daleko, nic ich nie obchodzisz. – Po tych słowach się zaśmiała. – Popiło się? Pamiętaj, następnym razem z umiarem. Biedna Kaśka musiała się nad tobą zlitować. Wstawaj! Pomogę jej, znajcie, ludzie, moją litość! No już, wstawaj, pójdziemy do domu.

                  – Nie chcę wam robić problemów – wypowiedział te słowa z trudem.

               – Przestań, i tak mi się nie podobało, a Kaśka to Kaśka.

                – Ej, ja również nie mam nic do zrobienia tutaj – odezwała się sama zainteresowana.

                 – Idziemy!

                Olka przez całą drogę paplała, podtrzymywała grobową atmosferę, której ciężko się było rozrzedzić, nie dopuściła nikogo do głosu. Szli powoli, Filip mieszkał jedynie kilometr dalej. Zważając na zaistniałe okoliczności, postanowili się przejść. W Warszawie, gdzie jest mnóstwo środków transportu publicznego, takie spacery są wysoce wskazane.

            Po odprowadzeniu chłopaka dziewczyny zdecydowały, że zostaną u niego na chwilę. Filip nie był śpiący, lecz rozbawiony, zaczynał czuć się coraz lepiej.

           -Dziewczyny, nie idźcie jeszcze – poprosił – chyba, że musicie.

            – Muszę, ale dopiero na dwunastą. A Ty, Kacha?

             – Hmm, mama pewnie śpi, nie zauważy mojego braku – odpowiedziała smutno dziewczyna.

           – A tata?

          – Hmm... – W jej oczach pojawiły się łzy, lecz nikt z obecnych tego nie zauważył, co pozwoliło je dokończyć ledwo rozpoczęte zdanie: – Pewnie siedzi pod monopolowym.

           Po wypowiedzianych słowach zapadła długa cisza, nikt nie wiedział, co ma powiedzieć, jak odnieść się do zaistniałej sytuacji. Temat nie został zakończony, brakowało już słów. Na odsiecz zagubionym nastolatkom przyszedł dzwonek.

          – Idę otworzyć – powiedział Filip, po czym wstał, lekko kołysząc się na boki. Silne zawroty głowy sprawiły, że ledwo utrzymał się przed upadkiem, przed którym uratowały go dziewczyny, przychodząc z pomocą. Oparł się na nich, razem ruszyli do drzwi, aby otworzyć niespodziewanemu gościowi dobijającemu się do nich.

           Kasia jako pierwsza podeszła do drzwi, otworzyła je, po czym odsunęła się ze zdziwieniem. Ujrzała za nimi ciemnego blondyna, z pociągłą twarzą oraz głębokimi, niebieskimi oczami. Po prostu zobaczyła ideał chłopaka, wręcz anioła. Jednak to nie przyciągało jej uwagę, lecz zarost, kolczyki w uszach oraz liczne tatuaże. Zamiast bluzy narzucił na koszulkę dżinsową kamizelkę z krótkimi rękawami. Nie wiedziała, kim jest, przez co zaczynała się go obawiać.

            – Co ty tutaj robisz? – zapytała pełnym obawy głosem.

           – O to samo mogę ciebie zapytać.

             Wtedy Filip z Olą podeszli do drzwi, a gdy chłopak zobaczył osobę stojącą obok Kasi, przedstawił ją dziewczynie.

            – Kasia, to jest mój brat Aleks.

            Zaniemówiła, nie spodziewała się tego. Do tej pory myślała, że Filip jest szczęśliwym jedynakiem. Nie byli do siebie podobni. Wprost przeciwnie; byli jak ogień i woda.

           – Ej, dziewczyny. Sorry, ale musicie spadać. – Aleks przemówił po raz kolejny. – Filipie, rodzice będą tutaj za dwadzieścia minut.

         – Odprowadzę was – zaoferował swoją pomoc Filip.

         – Nie ma takiej potrzeby. – Dziewczyny porozumiewawczo na siebie spojrzały, założyły buty, szybko się pożegnały i wyszły.

         Po drodze ponownie rozpoczęła się rozmowa.

          – Wiedziałaś, że on ma brata? – zapytała Ola.

         – Nie miałam pojęcia, ale patrz, twój autobus! Biegnij! – wykrzyknęła dziewczyna. Było to zrozumiałe, kolejny był za godzinę, nikt nie chciałby tyle czekać.

           Światła autobusu ograniczyły widoczność dziewczynie, która szepnęła koleżance kilka słów na pożegnanie i cierpliwie ruszyła na następny przystanek, by nie stać bezczynnie w miejscu.

             Godzinę później wchodziła już do domu. Panowała w nim cisza. Dziewczyna cichutko kroczyła, nie chciała budzić mamy, która pewnie już spała. Jednak zobaczyła światło. Weszła w głąb mieszkania, gdzie w kuchni przy stole zobaczyła mamę, która płakała.

        – Mamo? – zapytała cichutko.

          Odpowiedziała jej cisza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz